Na Piśmie

Miło jest pisać o każdym piśmie, które stoi na tak wysokim poziomie, jak „Pismo”. Redaktorzy periodyku definiują swoje wspólne dzieło tymi słowy:

Pismo. Magazyn opinii to miesięcznik, który łączy w sobie fakt, literaturę, obraz oraz humor. Poruszamy w nim istotne tematy społeczne, ekonomiczne, naukowe, technologiczne, kulturalne i polityczne.”

Nieco dalej twórcy magazynu odżegnują się od wszelkich powiązań politycznych czy partyjnych. I rzeczywiście – nie jest to pusta deklaracja. Twórcom i redaktorom udaje się rzadka sztuka: trudno po lekturze stwierdzić, do jakiej opcji im bliżej, po której stronie jest „Pismo”. Najwyraźniej po stronie kultury, po prostu. Przyjemne wytchnienie od atmosfery sporu i tematów tych-samych-co-wszędzie. Dodałbym tylko, że nie oznacza to wcale oddalenia publikowanych tekstów od naszej rzeczywistości. Polityka bywa w nich zresztą obecna, ale nie w formule zorientowanej na lokalne spory, urabiającej ideologicznie. Analizy polityczne pozwalają tu na oddech, spojrzenie z dystansu, sięgnięcie po odległe konteksty kulturowe i historyczne. Przykład stanowi ciekawy artykuł o polskiej biurokracji System robienia gościa na miękko.

Cop. by „Pismo” - rysunek HANNA PYRZYŃSKA
Cop. by „Pismo” – rysunek HANNA PYRZYŃSKA

Czytaj dalej

Reklamy

Co w sztuce szumi?

Szum – przeciągły długi szmer, hałas, zamieszanie, zamęt, rozgłos. Głos nierozpoznany, niewyodrębniony. Szumieć mogą lasy, drzewa, szumieć może w głowie. Czy sztuka może szumieć? W „Szumie” szumi szumnie.

Piotr Wyrzykowski, Runner, film, SVHS, 6’01”, 1993, Runner – performance, wideodokumentacja performansu wykonanego w Bremie, 4’51”, 1993. Cop. "Szum"
Piotr Wyrzykowski, Runner, film, SVHS, 6’01”, 1993, Runner – performance, wideodokumentacja performansu wykonanego w Bremie, 4’51”, 1993. Cop. „Szum”

Redaktorem „Magazynu Szum” jest Jakub Banasiak, krytyk sztuki, który zasłynął książką Zmęczeni rzeczywistością. Kilka lat temu pisałam o niej w czasopiśmie „artPAPIER” – do dzisiaj zdarza się, że cytuję fragmenty wywiadów z siedmiorgiem artystów i zawarte w nich współczesne koncepcje sztuki. Zresztą „zmęczenie rzeczywistością” to zgrabna, bardzo prosta i prawdziwa definicja, geneza dzisiejszych gałęzi artystycznych (szczególnie malarstwa). Wróćmy jednak do pisma powstałego w kwietniu 2013, które ma nam do zaoferowania ogrom artykułów o sztuce polskiej i europejskiej (Europy środkowo-wschodniej) – to wszystko w wersji papierowej (jako odrębne czasopismo), jak również w elektronicznej.

Na stronie www czasopisma znajdują się cztery zakładki tematyczne: Krytyka, Rozmowy, Do zobaczenia, Na dobry początek. Wszystkie one prezentują nowości artystyczne, poglądy współczesnych artystów, ich realizacje i przybliżają odbiorców do zrozumienia sensu dzisiejszej sztuki, w przypadku której poznanie kontekstu stanowi połowę sukcesu interpretacyjnego.

Czytaj dalej

JAK bardzo

Choć rok 2017 odszedł już na zasłużoną emeryturę i, jeśli wierzyć powieści Kinga, jest obecnie pożerany przez Langoliery, będziemy jednak do niego zapewne nieraz wracać. Na przykład po to, by wspomnieć o kilku czasopismach, o których wspomnieć nie zdążyliśmy. Wygląda na to, że trochę ich jednak w Polsce mamy. Jest się z czego cieszyć, choć byłoby może nawet więcej powodów do radości, gdyby średnia życia czasopism kulturalnych uległa wydłużeniu. Wciąż pojawiają się nowe tytuły, niekiedy bardzo obiecujące, które jednak często przestają istnieć po dwóch numerach.

Chciałbym więc napisać o periodyku, który swoją premierę miał w lipcu 2017 roku i od tego czasu dorobił się już trzech numerów. Można powiedzieć z pewną nadzieją – okrzepł. Jak? Tu czytelnik spodziewa się zapewne, że podam recepturę na żywotność czasopisma kulturalnego. Nic z tych rzeczy. Tak brzmi po prostu tytuł czasopisma: „JAK?”. Zaś w pełnej wersji: „JAK? Czasopismo bardzo kulturalne”. Jak bardzo?

Przekrój tematów, po które sięga „JAK?” jest ogromny, obejmuje właściwie wszystko, co można nazwać kulturą. Ale jego redaktorzy dbają o pewien porządek i spójność prezentowanych treści. Wyznaczone przez nich cele przedstawia w formie szeregu pytań Wstępniak powitalny:

„Jak pisać o kulturze i nie być tylko niszowym?
Jak znaleźć tematy z różnych dziedzin i połączyć je w całość?
Jak to uczynić, żeby nie przynudzać?
Jak pisać o sztuce w sposób bezpretensjonalny?
Jak łączyć sztukę z nauką, a biznes z działaniem bezinteresowanym?”

Czasopismo "JAK?"
Czasopismo „JAK?”

Jedno wielkie JAK. To dobre pytania i dobrze, że ktoś próbuje na nie odpowiedzieć nie w teorii, ale w praktyce pisania, ilustrowania, tworzenia atrakcyjnego i dostępnego za darmo online czasopisma.

Czytaj dalej

N jak Notes

Ważność nowego ,,Notesu Na 6 Tygodni” – nr 115 (2017) – upływa 14 stycznia 2018 roku. Jeśli ktoś żachnąłby się na słowo „ważność” w tym kontekście, mogę tylko odpowiedzieć, że notes, jak sama nazwa czasopisma wskazuje, jest na sześć tygodni. Spieszmy się więc go czytać, bo za następne sześć będzie zupełnie nowy.

To oczywiście tylko niemądre żarty. Notes, o którym mowa, nie może mieć daty ważności, ponieważ nie jest, na szczęście, katalogiem artykułów spożywczych albo gazetką Lidla. Jest jednak równie łatwo dostępny. Po pierwsze, wychodzi w liczbie 3000 bezpłatnych egzemplarzy. Po drugie, można go czytać także w formie pdf, ściągnąć na czytnik – wszystko to oczywiście również za darmo.

NN6T informuje o najciekawszych i najnowszych zjawiskach w polskiej sztuce, architekturze, dizajnie i fotografii, ale także o ich funkcjonowaniu w społeczeństwie. A ściślej, jak ujmuje to redakcja: ,,Interesują nas konsekwencje społeczne działań podejmowanych przez artystów, architektów i projektantów. ‘NN6T’ ma charakter popularyzatorski – łączy eksperckie zaangażowanie z podejściem ciekawskich amatorów i entuzjastów”. Twórcy czasopisma robią zatem wiele, by przybliżyć szeroko rozumianą sztukę ludziom, ale także by sprawdzić, co ludzie na to.

Pokażę może na przykładzie, w czym rzecz.

Okładka numeru "Notes na 6 tygodni" 115/2017
Okładka numeru „Notes na 6 tygodni” 115/2017

Czytaj dalej

Irena Tuwim (nie)odkryta

 „Układanie Wierszy i Piosenek to nie są rzeczy, które się łapie w powietrzu. To one cię łapią i wszystko, co można zrobić, to pójść tam, gdzie one mogłyby cię znaleźć” – trzeba zrobić wszystko, by literatura mogła nas odnaleźć, i by mógł odnaleźć nas Kubuś Puchatek. A ilu z nas odnalazło na kartach tej pięknej książki nazwisko Ireny Tuwim? Podobno w żadnym mieście w Polsce nie ma ulicy, która nosiłaby jej imię. Kubuś Puchatek jest obecny – i dobrze, ale co z jego tłumaczką? Dzięki Irenie Tuwim na gruncie polskim pojawiły się takie dzieła, jak: Mary Poppins, Szczęśliwy książę Wilde’a, bajki Tołstoja i baśnie braci Grimm. Kawał literatury dla dzieci. Oprócz wybitnych (!) tłumaczeń Tuwim zajmowała się poezją i prozą, która w międzywojniu spotkała się z dużym uznaniem. Gdzie zatem dzisiaj jest jej miejsce? Co zrobiła z autorką pamięć współczesnych?

Cały numer „Fabulariów” 2/2017 poświęcony został sylwetce Ireny Tuwim. W rozpoczynającym numer wywiadzie z biografką autorki, Anną Augustyniak, czytamy o cieniu, w którym znalazła się Irena. Julian Tuwim nie miał łatwego dzieciństwa, jego twarz pokrywała plama, odczytywana przez matkę, Adelę Tuwim, jako źródło nieszczęść syna. Zatem większa uwaga skupiała się na synu, na jego obawach, bolączkach i na wielkim talencie. Później to dzieci opiekowały się chorą matką, obawiając się o każdy jej ruch. 

Irena jednak w okresie XX-lecia międzywojennego była obecna, a zachwycali się nią m.in. Wittlin, Kleiner, Nałkowska, Słonimski, jednak już po wojnie pamięć o niej zniknęła, nikt już nie czytał jej wzruszających Łódzkich pór roku czy Rozmowy ze służącą.

Okładka numeru "Fabularie" 2/2017
Okładka numeru „Fabularie” 2/2017

Czytaj dalej

W przestrzeni sztuki

Nie przepadam za psychologią w jej popularnym wydaniu, tzn. za entuzjastycznymi tekstami w rodzaju: „poznaj swój typ osobowości i stań się najlepszą wersją siebie!”, „gołębioterapia – to działa”. Lub w bardziej minorowym tonie: „5 cech charakteru, które mogą przyciągać choroby weneryczne”.

Żarty na bok. W ten sposób, pielęgnując uprzedzenia i folgując idiosynkrazjom, można bardzo łatwo przegapić coś wartościowego.

Z kpiarskim grymasem (nikt mi wprawdzie zdjęcia nie zrobił, ale dam głowę, że tak właśnie było) zacząłem ostatnio czytać artykuł o poliamorii w popularno-psychologicznym – i tu już jestem z góry nieprzychylny – czasopiśmie „Przestrzeń”. Grymas stąd, że do zjawiska poliamorii jako obecnie modnego i alternatywnego wobec wyświechtanej „miłości dwojga” odnoszę się z rezerwą. Nie będę elaborował na temat jej powodów; dość powiedzieć, że duża część tekstów dotyczących poliamorii prawi o niej w sposób nieco infantylny, powierzchowny i nasycony ideologią, jakby nagle ktoś w Warszawie odkrył, że przecież można kochać inaczej niż w Romeo i Julii (a zresztą – można?). Tymczasem w „Przestrzeni”, ku miłemu zaskoczeniu, natrafiłem na tekst bardzo lekki w lekturze, ale sięgający głębiej, oświetlający to zjawisko z socjologicznej i – co ciekawe – historycznej perspektywy (Malwina Zielińska, Seksualne konstelacje – poliamoria). W ten oto sposób dowiedziałem się na przykład o tym, że najstarszy model rodziny alternatywnej, czyli ménage à trois, praktykował między innymi Wolter (wraz z małżeństwem markizów du Chatelet).

Ten literacki trop sprawił, że poszedłem za ciosem i odkryłem w „Przestrzeni” więcej interesujących terytoriów.

Okładka numeru "Przestrzeń" 25/2017
Okładka numeru „Przestrzeń” 25/2017

Czytaj dalej

Podróże z Guliwerem

Literatura czwarta, używając terminologii Czesława Hernasa, jest ciagle zbyt mało obecna (lub wręcz nieobecna) w dyskursie literackim. Jednak, paradoksalnie, statystyki wskazują, że to właśnie po literaturę dziecięcą sięga się najczęściej. I sięgają po nią nie tylko dzieci.

Katowicka oficyna wydawnicza „Śląsk” od 26 lat wydaje kwartalnik „Guliwer”, pismo poświęcone literaturze dla dzieci, w którym przeczytać można kawałki prozy, recenzje oraz artykuły naukowe poświęcone temu rodzajowi książek. 

„Guliwer”/ 2/2017
„Guliwer” 2/2017

W numerze 2/2017 moją uwagę skupiła tęsknota za czymś, co minęło. Każdy numer poprzedzony jest wstępem prof. Jana Malickiego, poważnego, kurtuazyjnego człowieka, roztaczającego wokół siebie aurę dawnego uniwersytetu. Takim go pamiętam. Czytam zatem z sentymentalnym uśmiechem na twarzy, oczekując podniosłego tonu. Nie odnalazłam go, i dobrze. Przeczytałam natomiast piękną opowieść o roli książki, o wiernym, czworonożnym towarzyszu profesora (często o nim opowiadał), o ocalałej bibliotece. Numer poświęcony został księgozbiorom, ale też mikrologicznym przemyśleniom o przemijaniu. Przełom listopada i grudnia jest właściwą porą na wspomnienia. Obok eseju o książkach, przeczytać można w tym numerze równie wzruszającą opowieść Joanny Papuzińskiej, autorki takich powieść dla dzieci, jak Asiunia, Darowane kreski czy Szumikraj, o przedmiotach, których nie poznają już młode pokolenia. Zwraca ona uwagę na rzeczy małe, niezauważalne na co dzień takie, jak „zetka”, mebel o bardzo prostym designie. W domu rodzinnym Papuzińskiej była to półka na książki babci Joanny. „Zetka” nie pomieściła zbyt wielu książek, ale to na niej właśnie spoczywała olbrzymia wartość sentymentalna. Czytaj dalej