Helikopter w głowach

Ścieżki skojarzeń bywają pokrętne. Nie złe, ale zawikłane. Dwa tygodnie temu byłam w Poznaniu, a echa pobytu w tym mieście odzywają się w nieprzewidzianych odsłonach. Bo kto by pomyślał, że cytat z Monteskiusza, który widniał nad hotelowym łóżkiem: Sny rodzą rzeczywistość, za chwilę nabierze przewrotnej mocy w kontekście krajowych wydarzeń.

Na plakacie minionego już festiwalu Animator, o którym pisałam w poprzedniej nocie, miejsce znaczące zajmował helikopter. I wciąż chodzi mi on po głowie jako znak – nieodmiennie kojarzy mi się ze stanem zagrożenia, podwyższonej czujności na to, co nadejdzie, inwigilacją nas, obywateli, przez nieuchwytne siły, systemem sterowania emocjami przez kryzys. Tak może wyglądać w trybie skojarzeń. Ale ich pokrętność daje także możliwość zrobienia nagłego uskoku, więc kiedy przeglądałam strony internetowe z różnymi inicjatywami czasopiśmienniczymi, meander zawiódł mnie na strony „Helikoptera”. A tam poezja i proza.

Helikopter - okładka numeru 7-9/2017
Okładka numeru 7-9/2017 „Helikoptera”

„Helikopter” – organ kulturalny OPT (wrocławskiego Ośrodka Postaw Twórczych) to dzisiaj inicjatywa tylko internetowa. Jej początki były oparte o technikę druku, ale z czasem zrezygnowano z takiej formy dotarcia do czytelników i zdecydowano się na przejście do prze­strze­ni in­ter­ne­to­wej, o której się mówi,  że jest „uni­kal­na i nie­co tajemni­cza”. Za zawartość „Helikoptera” odpowiada redaktor Krzysztof Śliwka, za­pra­szający różnych twór­ców li­te­ra­tu­ry, by „po­dzie­li­li się z czy­tel­ni­ka­mi swo­imi tek­sta­mi”.

Od miesiąca w sieci wisi nowy numer, z sygnaturą 7-9/2017, a w nim wybór wierszy i fragmenty prozatorskie kilkudziesięciu autorów i autorek. Czytania więc nie zabraknie.

Nie wydaje mi się, żeby wszystkie składające się na ten numer teksty coś szczególnie spajało, żeby tworzyły one świadomie zaprojektowaną konstelację. Tak jak poprzednie numery, tak i ten jest zbiorem słów (tak opatrzone są kolejne tekstowe prezentacje, rzeczy wizualne mają oznaczenie ‚obrazy’). Prezentacjom artystycznym nie towarzyszy żadne słowo wstępne czy przewodnie, nie ma też w „Helikopterze” szkiców krytycznych, esejów czy not recenzyjnych. Wychodzą z tego małe antologie, dla których motywacją jest codzienność uprawiania sztuki – nie podsumowuje się dłuższego okresu w poezji czy nie gromadzi materiału według określonego klucza, ale tu i teraz (w nieco tajemniczej przestrzeni internetu w XXI wieku) redaktor „Helikoptera” przedstawia nam efekt swojego wyboru, swojej pracy krytycznej, swojej uważności i wrażliwości. Być może zresztą, gdyby go spytać o zasady selekcji, okazałoby się coś zgoła innego – że każdy numer ma swój ukryty, organizujący go w całość, przekaz, ale czytelnik i czytelniczka też mają swoje zadanie do wykonania, jeśli chcą wziąć udział w tym dialogu wrażliwości na słowo. Stawia się ich bowiem nie przed faktem dokonanym, ale umożliwia obecność wobec dokonującego się. Słowa się nie zamykają, ich podatność na nowe otwarcie przez aktualnie czytającego to nieskończona próba sił. Helikopter może krążyć nad miastem, wysłannik sił innego sortu, ale są też siły innej próby. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s