W Klagenfurcie, czyli w Celovcu

W najnowszych „Tekstualiach” [1 (48) 2017] czytamy o granicach nadinterpretacji. Liczne artykuły teoretycznoliterackie poszerzają pole przedmiotowych badań, których niedosyt odczuwają redaktorzy numeru. Porządkowanie wiedzy, stanu dotychczasowych ustaleń i wprowadzenie nowych perspektyw to – zdaje się – główne ich cele. Mimo to numer nie tylko dla akademików i akademiczek.

Tekstualia_1-48-2017

„Tekstualia”  – okładka numeru [1 (48) 2017]

Jeden z wierszy – Smoking / No Smoking (tłum. Miłosz Waligórski) – w bloku prezentacji artystycznych przywołuje we mnie wspomnienie niedawnej podróży. Serbska poetka, zapewne wiedziona tym samym pragnieniem co ja, jedzie do Klagenfurtu. Na chwilę widzę ją, chociaż nie wiem, jak wygląda, w tych samych salach Muzeum Roberta Musila, w którym wydzielono kawałek przestrzeni dla Ingeborg Bachmann. Nie ma w nich żywego ducha, poza parą kustoszy. Tym łatwiej o skupienie i ciszę.

„Tę ciszę respektowano wszędzie.

Podobne reguły obowiązują na wodzie,

kiedy mijają się dwa statki.”

Są jeszcze, oczywiście, duchy Musila i Bachmann, którzy pochodzili z Klagenfurtu. Dysproporcji, poza tą, że Muzeum nosi imię autora Człowieka bez właściwości, jest jeszcze kilka. Być może są one nieświadome, być może inaczej nie udało się zaaranżować wystawy. Nie ma bowiem żadnych przedmiotów osobistych należących do Bachmann, poza uniwersyteckim indeksem i dowodem tożsamości. Po Musilu ostały się m.in. maszyna do pisania, garnitur i zestaw walizek. Nie ma po Bachmann popielniczki.

„Ucieszyła się z popielniczki w hotelowym pokoju

w Klagenfurcie, czyli w Celovcu (…)”

Brak pamiątek po pisarce można uznać za przypis do jej życia. Zostawiła nam więcej domysłów niż pewników. Dlatego Ana Ristović pisze: „(…) Ingeborg Bachmann,/ która zginęła, podobno/ właśnie przez papierosa,/ w łóżku w Rzymie.”. Podobno. Znaków wahania jest w wierszu więcej. W tytule swojego utworu poetka stawia granicę między „smoking” i „no smoking”. Brzmi to jak wybór. A w zwrotce:

„Stąpała po cienkiej linii,

nie wiedząc, czy ma ciało iguany,

pudla z muzeum zwierzątek domowych,

czy kornika, który drąży zgniłe drzewo historii powszechnej.”

Robi się gęściej od niezdecydowania. No cóż, w oficjalnych dokumentach wpisuje się tylko część tego, co składa się na tożsamość.

Radość z odnalezionej popielniczki mieści w sobie i (możliwe) różnice, które pochodzą z konfrontacji (dwa mijające się statki, dwie poetki), jak i rodzaj komunii, z początku nieco zagadkowy:

„Dym wił się jak z małego

krematorium, łącząc brudną

podpaskę z niedopałkiem

w Jedno.”

– ale po namyśle zagadkę dałoby się uznać za marzenie połączenia prozy życia z ulotnością poezji.

Palić czy nie palić? Może jednak spalać się.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s