Od nagości do tajemnicy bytu

We wstępniaku redaktor naczelny „EKRANów”, Rafał Syska, uprzedza, że tematyka hard core lekką i zwiewną nie będzie, od tego jest soft core. Określenia świadczą same za siebie. Na czym jej ciężar polega? Poza niesymulowaniem aktu seksualnego i pokazywaniem zbliżeń wagin i penisów, „art-hard core to niekiedy eksploarcja trzewi, wędrówka pod elegencką powłokę skóry, dekonstrukcja ciała i obscena”, a co więcej – i to więcej zawiera w sobie przedrostek art – „to akt (…) projekcji, która przestaje być wygodną przygodą, lecz odsłania w towarzystwie innych widzów to, co zakazane lub nieprzyjemne. Hard core w tego typu filmach jest instrumentem służącym innym niż w zwykłej pornografii celom – pozwala opisać doświadczenie samotności i bogactwo seksualnych praktyk, staje się kodem wypowiedzi mniejszości i aktem oporu wobec patriarchalnej ideologii, jest wreszcie narzędziem odsłaniania i degradowania – nie tylko aktora/ bohatera, lecz również odbiorcy.” dopowiada Rafał Syska w swoim artykule Art-hard core.

Z kolei Jakub Dymek w tekście Co widać? Porno story snuje kilkuwątkową opowieść o pornografii, przede wszystkim tej filmowej. Zwraca uwagę na narodziny gatunku, towarzyszące mu przemiany obyczajowe, przychodzący w sukurs rozwój technologiczny i współczesne perspektywy. Stwierdza, że „(t)o, co faktycznie uległo przeobrażeniu, to nie samo porno, ale sposób, w jaki je odbieramy”, a w ostatnim akapicie pisze: „Wciąż żywe pozostaje pytanie, czy dzisiaj, niczym odkopane w Pompejach ruiny, porno potrafi powstać z martwych i wstrząsnać kulturą?”.

Z ciałami wystawionymi na widok publiczny wiąże się temat emancypacji; to przez nie przechodzi praca dyskursu stawiającego sobie za cel obnażenie zniewalających praktyk władzy względem kobiet. Rozważania wokół tych kwestii znaleźć można w dwóch tekstach. Jeden został poświęcony omówieniu twórczości Marthy Rosler (w kontekście niedawnej wystawy w CSW Zamek Ujazdowski). Andrzej Pitrus w tekście zatytułowanym Gender i jak się przed tym bronić? pisze: „Jedną z najciekawszych prac Rosler jest Semiotics of the Kitchen (1975), będąca bez wątpienia częścią ścisłego kanonu video-artu. W tej krótkiej realizacji Rosler posłużyła się wspomnianą już strategią subwersywną. Jej wideo jest rodzajem parodii (zrealizowanej z >>powagą<< godną Bustera Keatona) telewizyjnych programów kulinarnych. Artystka prezentuje w niej różne, często osobliwe urządzenia kuchenne, wynajdując dla nich zastosowania nierzadko kojarzące się ze sferą przemocy – tej dosłownej i tej symbolicznej. Praca powstała jako odpowiedź na popularne programy Julii Child, które z jednej strony propagowały dobrą kuchnię, ale  z drugiej strony spotykały się z krytyką środowiska feministycznego jako przekazy utwierdzające patriarchalny porządek i definiujące rolę kobiety w społeczeństwie.”. Bartosz Kazana w przeglądzie filmowych dzieł, zatytułowanym Emancypantki, omawia „cykl filmów kilku wybitnych reżyserów, którzy – choć reprezentowali męski punkt widzenia – po raz pierwszy oddali głos kobietom, czyniąc z nich nie tylko główne bohaterki, ale niekiedy też narratorki.”. W sumie zostaje omówionych 8 filmów z lat 40. XX wieku i przedstawionych 8 portretów kobiet, zmagających się z losem i podejmujących niezależne decyzje dotyczące ich życia.

Na łamach „EKRANów” nie brak obnażonych ciał, przede wszystkim jako przedmiot rozważań, jest też kilka fotosów kinowych, ilustrujących omawiane filmy. Podobnie rzecz ma się z „Notatnikiem Teatralnym”, w numerze 74/2013-2014, którego lwią część zapełniono tekstami omawiającymi nagość, nie zabrakło zdjęć z przedstawień. Nie jest ich zbyt wiele i stanowią raczej materiał dodatkowy, mający uatrakcyjnić numer, a w kontekście sztuki tak wizualnej (trudno o teatr bez patrzącego widza) są jedynie namiastką. Więcej trzeba wyczytać.

W słowie wstępnym zeszytu Marzena Sadocha odpowiada na tytułowe pytanie: Dlaczego nagość? Pisze m.in. „Można by powiedzieć, że nagość jak demokracja nie musi być uzasadniona. Po prostu jest wyborem. Ale jeżeli trzeba walczyć o prawo do wyboru, warto zapytać, dlaczego.”. Swoje rozważania kontynuuje w tekście Siła znaku. Notatki o nagości: „Nagość sama w sobie nie ma intencji, nagość na scenie ma taką intencję, jaką jej przypiszesz. Zdziwienie nagością na scenie to zdziwienie sobą. Tak trudno uwierzyć w swoją mięsną, jednoznaczną, zwierzęcą część. Przypominam sobie, że to też ja, i nie mogę zrozumieć tego obrazu.”.

W „Notatniku” znajdziemy też kilka rozmów z aktorkami, aktorami i innymi twórcami teatralnymi, którzy pracują swoim ciałem lub z ciałem innych, i siłą rzeczy nagością. Są wypowiedzi bardziej – rzec by można – uduchowione, odnoszące się do artystycznych reprezentacji np. w sztuce malarskiej, czy metafizycznych znaczeń użycia nagości w teatrze, i te bliższe ciału, takie jak np. dieta i kształtowanie ciała przy jej udziale.

Magda Szpecht w filozoficzno-teologicznych rozważaniach zatytułowanych Sacratio konstatuje, że „(o)glądanie nagiego ciała oznacza postrzeganie bytu poza wszelką tajemnicą, lecz obnażenie jako coś, co się wydarza, przynależy nierozerwalnie do słownika mistyki i filozofii, nawet bardziej niż do sztuk performatywnych.”.

Warto zestawić te dwa numery, dają one bowiem możliwość przyjrzenia się temu, jak z gruntu praktyk kulturalnych, jakimi są kino i teatr, przechodzi się przez praktyki dyskursywne do czegoś, co nie jest już ani jednym, ani drugim, co trudno uchwytne, a jednak tak nam bliskie. Nawet jeśli to często wypieramy.

ekrany-notatnik-teatralny

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s